SUNrise pisze:A ja się nikim nie brzydzę, nie przeszkadza mi jechać autobusem z Arabami, a z nimi to nie jest taka prosta jazda, bo pół autobusu jest wolnego a oni i tak wszyscy siadają koło ciebie, w dodatku z tobą na twoim siedzeniu, no i jeszcze faceci tak się rozpychają, że cię koniecznie muszą dotykać. Jak jechałam np. w Malezji - to już było parę lat temu - jak zwykle - bo tylko takie wybieram - normalnym autobusem (czyli nie dla turystów) z muzułmanami - całą drogę mnie obgadywali, zwłaszcza dzieci bo jak to one pokazują cię palcami itd. Więc chociażby się udawało, że się tego nie widzi, to i tak się widzi i czuje. Więc non stop padały określenia obec czy bule i jeszcze parę innych to w ich slangowym/potocznym języku oznacza chrześcijanina. Zresztą zawsze jak widzą białego człowieka, to myślą, że to od razu chrześcijanin. Dzieci biegały we wszystkie strony, płakały krzyczały, jakieś tam kobiety się ze sobą kłóciły na cały głos, chwilami totalny chaos. Faceci nie dość, że się rozpychają to jeszcze żują jakieś ziela, które plują we wszystkie strony. Też bym w tej chwili mogła powiedzieć, że Malezyjczycy są tacy i owacy, a ich dzieci są źle wychowane itd., ale nie mówię tego. Bo cokolwiek by było to szacunek drugiemu człowiekowi się należy.
Ze wszystkim, co powyższe się jak najbardziej zgadzam.
Sceny, które Jolu opisałaś są mi bardzo bliskie.
I dziwne..... BA! Nie fair byłoby z Twojej strony, abyś w TAKIEJ sytuacji pokazała tym Malezyjczykom, że cokolwiek Ci nie pasuje.
Bo to TY jesteś ich gościem, to TY zawitałaś do nich i to TY powinnaś się dostosować do panującej u nich kultury, a nie na odwrót.
Wymaganie od ludzi, wchodząc w ich świat, aby dostosowali się do Ciebie byłoby ogromnym nietaktem.
Mam wrażenie, że problem z Anglią polega dokładnie na tym samym.
Zarówno Marta, jak i Arabowie są przyjezdni- są obcy w nieswoim miejscu.
Ale śmiem zaryzykować stwierdzenie, że to Arabowie są w Anglii, mimo wszystko, bardziej przyjezdni (jako naród pochodzący z innego kontynentu, o zupełnie oddmiennej kulturze niż miejscowa) niż Polak, który jest jakby nie patrzeć Europejczykiem o, może nie identycznej, ale z pewnością bardziej zbliżonej kulturze do kultury angielskiej.
I w tym sęk- ja będąc w innym kraju, staram się przestrzegać panujących tam zwyczajów, a narzucanie tubylcom moich przyzwyczajeń uważałabym za ogromny nietakt i NIETOLERANCJĘ.
A jednak, z tego, co widzę i słyszę, są miejsca i są ludzie, którzy najchętniej wdrożyliby swoją kulturę wszędzie, gdzie się pojawią.
I robią to na siłę.
A z tym zgodzić się już nie mogę....
I nie sądzę, aby wynikało to z mojej nietolerancji.
Bardziej z mojego poczucia tożsamości i obowiązku, który sobie nałożyłam, aby pielęgnować swoją kulturę.
SUNrise pisze:Gdzie jedzenie jest przygotowywane w bardzo niehigieniczny sposób. Weszłam z nimi no i zamówiłam ciapatti takie mace robione z mąki kukurydzianej i wody. To była jedyna potrawa, którą wiedziałam, że będę mogła przełknąć. Wszystko inne jest tak pikantne, że język chce zeżreć.
Ależ, Jolu, tak! Tak! Tak!
To wszystko jest dla mnie oczywiste.
Jadąc do Meksyku, jem na kamieniu quesadillas lepione brudnymi rękami (oby choć raz dziennie były myte!), smażone na jakimś kawałku blachu rozłożonym na kamieniach.
Olej cieknie po rękach, sztućców brak (co to są sztućce?), talerzyki są plastikowe, przetarte jedynie brudną szmatą.
Z tą różnicą, że ja wolałam zawsze wziąć do tego ostry sos- była szansa, że wypaliwszy mi śluzówkę, powybija również i ameby.
Czytam, Jolu Twoją wypowiedź i widzę siebie.
Tylko....
Czy to cokolwiek zmienia....?
Czy którakolwiek z nas miała TAKIE doświadczenia, jak Marta, żeby ją osądzać?
Za mało przeżyłam, aby tak po prostu nazwać kogokolwiek "rasistą", bez wysłuchania wszystkich argumentów.
I myślę, że problem jest bardziej złożony, niż nam się wydaje.
Sądzę, że nie wolno nam skupiać się wyłącznie na tym, czy ktoś lubi, czy nie lubi, toleruje, czy nie toleruje.
Jeśli ktoś NIE lubi, czy NIE toleruje, należy zadać sobie pytanie DLACZEGO tak jest.
Przypuszczam, że to zwykły strach....
Skąd się wziął? Nie przypuszczam, że pojawił się z nikąd....
Nie leczmy tylko skutków- przyczyny są równie ważne.
A może nawet i ważniejsze....